Krótkie życzenia świąteczne


Czasem jedna decyzja definiuje resztę naszego życia. Dziś krótkie życzenia oraz historia takiej jednej, brzemiennej w skutki decyzji…
Święta Bożego narodzenia to czas szczególny – zwłaszcza dla chrześcijan, ale nie tylko dla nich piszę dzisiejsze życzenia. Nawet, jeśli nie wierzysz w Jezusa, to mam nadzieję, że w poniższym wpisie znajdziesz coś dla siebie. Biblia może być bowiem świetnym źródłem inspiracji także dla osób, które są daleko od Boga i nie planują się do niego zbliżać.
Moje tegoroczne życzenia płyną wprost z nauki z niedzielnego czytania o tym, jak Św. Józefowi ukazał się we śnie anioł, który powiedział mu, aby się nie bał i wziął do siebie Maryję, pomimo, że jest w ciąży i urodzi tak naprawdę nie jego dziecko.
Nawet, jeśli nie wierzysz w to, że zdarzenia przedstawione na łamach Biblii są prawdziwe, to jest faktem historycznym, że kiedyś na ziemi żyli Maryja, Józef i Jezus. Abstrahując od działania Boga, można zastanawiać się nad tym, co mogło dziać się w głowie Józefa, gdy dowiedział się o ciąży swojej przyszłej żony i wiedział jednocześnie, że to nie on jest jej sprawcą. Myślę, że każdy facet i każda kobieta potrafi sobie wyobrazić, jak można zareagować w takiej sytuacji…
Zapraszam do krótkiej lektury, którą zakończę świątecznymi życzeniami.

Ewangelia (Mt 1, 18–24)
„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, on bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami.
Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.”

Rys historyczny
Żeby dobrze zrozumieć kontekst sytuacji, w której znalazł się Józef, trzeba przedstawić pewien rys historyczny. Sytuacja relacji damsko-męskich w czasach biblijnych wyglądała nieco inaczej niż dzisiaj:

Przed ślubem trwał okres narzeczeństwa, który de facto uważano za pierwszą fazę małżeństwa.
Narzeczeństwo trwało nawet do 12 miesięcy. Przez cały ten okres młodzi mieszkali w domach swoich rodziców i mieli bezwzględny zakaz kontaktów seksualnych.
Dopiero po tym okresie przyszła żona sprowadzana była do domu narzeczonego, gdzie odbywały się uroczystości weselne. Co ciekawe: jeśli narzeczona była dziewicą, to wesele rozpoczynało się zwyczajowo w środę i trwało siedem dni (niezła impreza, co?). A jeśli była wdową, to uroczystości rozpoczynały się w czwartek i trwały maksymalnie trzy dni.

Analizując te zwyczaje z pragmatycznego punktu widzenia, to narzeczeństwo było de facto okresem testu wierności. Zapewne miało dać przekonanie graniczące z pewnością, że dziecko, które się narodzi z takiego związku, będzie rzeczywiście spłodzone przez małżonka.
Warto dodać, że za złamanie nakazu czystości groziły bardzo surowe kary (przede wszystkim kobiecie). Chociaż formalnie nie była ona jeszcze żoną, to za współżycie z innym mężczyzną, groziło jej ukamienowanie. I nie miało tu szczególnie znaczenia, czy do seksu doszło za jej zgodą czy nie. W przypadku gwałtu miało jednak znaczenie, czy miał on miejsce w murach miasta, czy poza nim. W pierwszym przypadku – kamieniowano zarówno gwałciciela, jak i zgwałconą kobietę. W drugim przypadku – kamieniowano tylko gwałciciela.
Mam wrażenie, że już czujecie, jak trudna była sytuacja kobiet w tamtych czasach.
Dylemat Józefa…
No i teraz pochylmy się nad Józefem. Wyobraźmy sobie uczciwego faceta, zakochanego w kobiecie, będącego w okresie narzeczeństwa, który dowiaduje się, że jego przyszła żona jest w ciąży. Nie z nim. Co z tym fantem zrobić?
Przede wszystkim – mleko już się rozlało. W tamtych czasach już sam fakt, że kobieta w okresie narzeczeństwa zachodziła w ciążę, był dobrym powodem do wstydu dla przyszłych małżonków. Delikatnie mówiąc postrzegano ich jako mięczaków, którzy nie przetrwali czasu próby. Pewnie w mocniejszym wariancie był to pretekst do szydzenia z nich do końca ich życia i wytykania palcami, i to przy założeniu, że rzeczywiście byłoby to ich wspólne dziecko. Mocno niekomfortowa sytuacja. Spodziewam się, że taka plama na honorze mogła mieć również inne skutki. Przykładowo Józef i Maryja jako osoby łamiące żydowską tradycję „narzeczeństwa w czystości”, mogli być narażeni na ostracyzm. Być może Józefowi mogło to zamknąć jakieś „ścieżki kariery zawodowej”. Kto wie, czy zawód cieśli był jego wymarzonym?
Ale Józef tak naprawdę znalazł się w jeszcze gorszej sytuacji. Wiedział, że dziecko nie jest jego. Jakie więc miał opcje?
1) Mógł po prostu głośno powiedzieć „to nie moje” i wydać Maryję na ukamienowanie za cudzołóstwo (zgodnie z prawem), a samemu jakoś wyjść z tej trudnej sytuacji z twarzą (o ile można w ogóle tak to nazwać, ale spodziewam się, że w tamtych czasach takie publiczne odcięcie się mogło być lepiej postrzegane niż załatwienie sprawy po cichu).
2) Mógł spróbować po cichu odprawić Maryję, zerwać kontrakt przedmałżeński i udać, że „nie było tematu” jednocześnie unikając konieczności wychowywania nie-swojego dziecka.
3) Mógł „kryć” Maryję żeniąc się z nią i przyjmując dziecko jak swoje, ale jednocześnie narażając się na konsekwencje uznania, że przedwcześnie „skonsumowali” związek. No i do końca żyjąc z przekonaniem, że już na samym początku związku coś poszło mocno nie tak.
Próbuję się wczuć w sytuację Józefa i dobrze wiem, że nawet będąc człowiekiem wierzącym trudno byłoby mi jako facetowi naprawdę uwierzyć, że anioł, który mi się przyśnił, jest prawdziwym wysłannikiem Boga. Jeszcze trudniej byłoby mi schować męską dumę do kieszeni, zaakceptować upokorzenie i żyć dalej z kobietą, która przed ślubem spłodziłaby dziecko z innym. Nie wiem, czy moja miłość przetrwałaby taką próbę. Na szczęście nie przechodziłem takiej próby…
Czyny, które nas definiują…
Finał historii znamy. Józef wybrał „bramkę numer 3)” i przyjął Maryję i Jezusa. Wierzący powiedzą, że Anioł Pański mu to ułatwił. Ja wcale nie jestem przekonany, że to było wielkie ułatwienie. Myślę, że kluczowe znaczenie miała nie tylko wiara Józefa, ale również jego miłość do Maryi oraz ogólna postawa życiowa.
Ta decyzja Józefa była dla niego definiująca i to pod każdym względem. Zdefiniowała go jako człowieka honoru, który nie wybiera łatwych rozwiązań lecz zachowuje się godnie. Który potrafi poświęcić siebie i zachować się OK przyjmując upokorzenie, aby oszczędzić go kobiecie, którą kochał. Facetem, który dzisiaj jawi się nam jako ostoja spokoju w najtrudniejszym dla siebie momencie. Mężczyzny, którego dzięki podjętej przez niego decyzji poznał później cały chrześcijański świat – właśnie ze względu na sposób zachowania w tamtej chwili.
W niedzielę podczas kazania u Dominikanów w Warszawie usłyszałem zdanie, które bardzo u mnie rezonuje, że jako ludzi definiuje nas to, w jaki sposób odpowiadamy na upokorzenia i krzywdy, które nas spotkały. Czy przyjmujemy postawę, w której doświadczając krzywd ze strony innych uznajemy, że sami mamy prawo działać w taki sam sposób i reagujemy automatycznie gniewem i zemstą? Czy raczej odpowiadamy opanowaniem i spokojem?
Każda z tych postaw ma swoje konsekwencje – brzemienne w skutkach. Gdy reagujemy gwałtownie to często tracimy kontrolę, sytuacja wyprowadza nas z równowagi, nasza reakcja jest zazwyczaj spontaniczna i przesadna. Gdy przytrafia się to często, to tracimy poczucie kontrolowania sytuacji. Od tego już bardzo niedaleko do poczucia braku wpływu na własne życie, które pogłębia poczucie bezradności, beznadziei i złości. Czasami deficyty w jednym obszarze uzupełnia się próbując coś udowodnić w inny sposób – sobie lub innym, np. zabiegając o ich akceptację i żyjąc w lęku o to „co ludzie powiedzą”.
Alternatywną postawą jest akceptacja tego co życie przynosi – bez względu na to, jak bardzo jest to dla nas upokarzające lub krzywdzące. Schowanie ego i dumy do kieszeni. Zrozumienie, że tylko my możemy przerwać to błędne koło. Jeśli potrafimy „być ponad to” w danej chwili, to stopniowo przejmujemy kontrolę nad własnym życiem. Będąc dobrym dla innych stajemy się dobrzy i akceptujący dla siebie. Jeśli reagujemy ze spokojem na to co życie przynosi, to stopniowo uwalniamy się od opinii innych. Po prostu jest coraz mniej sytuacji, słów czy zachowań, które mogłyby wyprowadzić nas z tej równowagi. Taka postawa buduje nas jako ludzi i daje wewnętrzny spokój. Daje poczucie, że w danej sytuacji (czy nawet w każdej sytuacji) zachowaliśmy się po prostu dobrze.
Życzenia świąteczne dla Was i dla mnie
W myśl przysłowia „nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe” składam Wam dzisiaj takie życzenia, jakie sam chciałbym usłyszeć. A więc życzę nam wszystkim:
1) Mocnej wiary (bez względu na to w co wierzysz) – bo z nią jest po prostu łatwiej iść przez życie.
2) Nadziei – zwłaszcza w tych sytuacjach, które wydają się beznadziejne. Abyśmy potrafili dostrzegać światełko w ciemnościach i chcieli z odwagą podążać w jego stronę.
3) Siły i konsekwencji w wybieraniu dobra – bo wydaje mi się, że tylko w ten sposób można w dłuższej perspektywie wygrać w życiu zarówno coś dla siebie, jak i coś dla innych.
4) Spokoju i dystansu do rzeczywistości – zwłaszcza wtedy, gdy nasz gniew i bunt i tak nie mają szansy poprawić sytuacji. Niekiedy lepiej po prostu przeczekać, szukać pozytywnych aspektów nawet trudnych sytuacji i… uczyć się czerpać siłę i pewność siebie z własnych spokojnych reakcji.
5) Umiejętności poskramiania ego i bycia wyrozumiałym – zwłaszcza w dyskusjach internetowych, w których bardzo łatwo pójść o jeden lub kilka kroków za daleko.
6) Dobrych ludzi wokół – bo najłatwiej być dobrym człowiekiem, gdy ma się wokół siebie pozytywne wzorce i doświadcza się dobroci ze strony innych.
7) Zdrowia fizycznego – bo jego deficyt potrafi wyrządzić olbrzymie szkody.
8) Zdrowia psychicznego – bo bez dobrej kondycji mentalnej nasze zdrowie fizyczne na niewiele się zdaje.
9) Zdrowego podejścia do finansów, czyli rozumienia, że pieniądze są po coś i że warto aby to „coś” naprawdę było warte tej pracy, którą wkładamy w zdobywanie pieniędzy.
10) Dobrych Świąt i świetnego czasu świątecznego z najbliższymi. Naładujmy baterie, bądźmy razem, cieszmy się tym wspólnym czasem wzajemnie się wspierając.
11) A żem chrześcijanin, to życzę nam wszystkim także jak najwięcej potrzebnych nam łask od rodzącego się ponownie Jezusa – absolutnie wszystkim i bez żadnych wyjątków. 🙂
I na koniec krótkie ogłoszenie, bo dosłownie zalewacie mnie pytaniami na ten temat: TAK – potwierdzam, że opublikuję nowy szablon budżetu domowego na rok 2020. Nie będzie on zawierał zasadniczych zmian, więc jeśli komuś odpowiada szablon budżetu na rok 2019, to można jak najbardziej nadal go stosować. Nowy arkusz opublikuję jednak dopiero w styczniu, więc po prostu proszę o cierpliwość.
Dobrych Świąt! I z tej okazji dziękuję Wam, że jesteście, wspieracie mnie i dajecie mi liczne powody, żeby dla Was się starać. To niesamowite. 🙂

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *